Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 czerwca 2018

Wywiad z Piotrem Kasperowiczem

- Sąsiadka w bloku naprzeciwko chodzi po balkonie w miniówie i rozmawia głośno przez telefon.

Głośna i zwracająca na siebie uwagę, typowy obiekt do rozważań dla psychologa. Ekshibicjonizm zupełnie bez powodu, bo ta rozmowa telefoniczna nie może być aż tak ciekawa dla otoczenia. Tym bardziej, że słychać tylko połowę. Chyba, że ta pani ma misję dostarczania życia sąsiadom, którzy nie mają własnego i skupiają się na obserwowaniu innych. Poza tym, po domu chodzi się w dresie, na luzie. Widać balkon dla niektórych nie jest integralną częścią domu i sądzą, że na nim trzeba już występować w roli zewnętrznej. Ale żeby od razu pozować na bezczelność zakłócającą innym lokatorom mir domowy...























- Czy inspirują cię wydarzenia wokół?

Niestety tak. Niestety, bo zazwyczaj jest to wpływ negatywny, który podnosi ciśnienie lub zwyczajnie dziwi. Choć nic w temacie ludzkiej głupoty już dziwić nie powinno. A jednak. Fizycy myślą, że czwarta prędkość kosmiczna jest już szczytem oczekiwań. Dla głupoty w galopie to betka osiągana na zakrętach w terenie zabudowanym, z palcem w nosie, w oczach i w uszach. Jedynie wielka morda nie posiada przesłony, na przykład z pomyślunku. Z pozytywnych inspiracji mogę wymienić nauki ścisłe: kosmologię, medycynę, biologię. Chociaż nie słynę z opisywania brzóz płaczących.

- W jaki dzień najlepiej tworzyć poezję?

W odosobniony, aby ludzkie interakcje nie zaburzały procesu twórczego, by wersy kluły się i dorastały w zaciszu. Inspiracja do nich co prawda może nadejść z tłumu. Trzeba je wyłapywać i notować, kiedy nadchodzą. A potem dać im czas na wzrost, rozgałęzianie się, łączenie. Do tego już wybitnie potrzeba spokoju. Za dużo mamy na co dzień sprawunków, załatwień, zbyt dużo interakcji, ogromny chaos informacyjny, fałszywe wiadomości, spam, wszechogarniający populizm i krzykliwe nagłówki. Z tego wszystkiego trzeba wysączyć treść i na spokojnie ją przetrawić do postaci wiersza. Każdy dzień jest na to dobry, jedynie autor nie zawsze do tego zdolny. Nie zawsze osiągalny dla świata.

- Czy forma jest dla ciebie ważna?

Oczywiście, że tak. Nie wiem jedynie czy moje formy są tymi właściwymi i oczekiwanymi. Co najmniej od 20 lat zastanawiam się, jaka powinna być właściwa forma poezji. I wciąż nie znajduję na to pytanie sensownej odpowiedzi. Czy w ogóle poezji można narzucać jakieś ramy? Nie ma przecież bardziej frywolnego w kształcie gatunku literackiego. I czym jest tam forma w ogóle? Im dłużej człowiek obcuje z wierszami, tym łatwiej dostrzega wczesne formy piśmiennictwa, i to niby je można by nazwać kiepską formą. O dziwo te formy mają bardzo dużo zwolenników, więc chyba kiepskimi być nie mogą, bo to w końcu czytelnik powinien decydować, a nie jakiś tam krytyk schowany za książkami, który chciałby coś napisać, ale nie potrafi. Z drugiej strony mamy klasyczne formy, uznane przez ogół znawców tematu i znienawidzone przez czytelników, głownie uczniów szkół wszelakich. Problem z tymi formami polega na tym, że autorzy dawno umarli i nie mogą się do tej aprobaty odnieść, a fani poezji w to klikają, bo to klasyczne i dobrze mieć to w polubionych. A najlepiej jeszcze poinformować swoich znajomych o fakcie lubienia tak uznanych form piśmienniczych. Prestiż wtedy rośnie wprost proporcjonalnie i do kwadratu. Natomiast według mnie odpowiednia forma, to taka zapewniająca równowagę w wierszu, między tym co oczywiste, a tym co zakamuflowane między wersami. Często ta część domyślna według autora, niekoniecznie jest potwierdzeniem odczuć czytelników. Dokładnie tu powinna być równowaga, ale jak ją osiągnąć skoro wszystko jest subiektywne? Każda strona ma ten sam dysonans poznawczy.



- Tworzysz dzieła przeznaczone do jednoczesnego oglądania i słuchania. Co warto wiedzieć o twojej poezji audiowizualnej?

Warto wiedzieć, że jest i codziennie włączać ją przed zaśnięciem. Żart. A tak serio, jest to sposób prezentacji wymyślony do promocji poezji. Na początku były to nagrania lektora czytającego wiersz. Potem zaczęto pokazywać tego lektora. Jeszcze później pojawiły się inne obrazy. Dokładnie jak z radiem i teledyskami. U mnie to połączenie nastąpiło automatycznie z racji nabytego doświadczenia zawodowego i pozazawodowego. Kilka zrządzeń losu doprowadziło mnie wprost do tego, aby tworzyć poezję multimedialną. Nawet mnie to dziwi. Z tym, że ja wcale nie uważam, aby to służyło promocji wierszy. Niby żyjemy w świecie wizualnym, uproszczonym do obrazków, ale jednoczesne zestawienie czytanej treści z muzyką, która współgra z wierszem i, nazwijmy to, reaguje na słowa, z nierzadko szybko zmieniającymi się kadrami filmu, na pewno nie wpływa na lepsze zrozumienie. Z całą pewnością przesuwa punkty odniesienia i poddaje nowe klucze do interpretacji. To raczej kolejna trudność, bo to następna wieloznaczność na drodze.

- Mieszkałeś w różnych krajach. Czy myślisz, że wpłynęło to na twoją twórczość?

Zapewne tak, ale nie potrafię podać namacalnych dowodów. Nie od dziś wiadomo, że podróże kształcą, poszerzają światopogląd, uczą tolerancji - no może poza przypadkiem Wojciecha Cejrowskiego. Trudno zmieniać miejsce zamieszkania i być przy tym zamkniętym na nowe. Obcowanie z ludźmi, którzy zostali wychowani w innej kulturze, gdzie były zupełnie odmienne priorytety wychowawcze i sposoby nauczania, raczej każdemu zmieni środek ciężkości. Zwiedzanie świata doprowadziło mnie do jednej konkluzji, że ludzie wszędzie są tacy sami. Różnimy się jedynie sposobem myślenia, który uwarunkowany został społecznie. Dlatego każdemu "prawdziwemu" Polakowi polecam emigrację zarobkową, zamiast wygłaszania już od początku skończonych opinii o emigrantach, świeżo po zakończonym wyjeździe pobytowym na tydzień w standardzie all inclusive.

- Kto czyta poezję zamieszczoną w MegaZinie Lost&Found, i dlaczego używacie tam takich fontów?

A kto w ogóle czyta poezję? Pewnie jedynie poeci czytają siebie nawzajem. Nie prowadzimy zastawień określających profile czytelnicze. Nie mamy targetów. Nie mamy reklamy. Nie mamy sponsorów. Mamy tylko misję promowania kultury wszelakiej. I nietypowe czcionki, które zmieniamy równie szybko jak resztę szaty graficznej. Cała pozostałość jest poza naszą świadomością. I nikt nie musi nas klepać po ramionach.

- Jak dobrze obrabiać dźwięk?

Tak, aby był słyszalny. Problem polega na tym, że w zasadzie każde urządzenie inaczej emituje dźwięk. A na przykład najpopularniejszy kanał dystrybucji dźwięku i obrazu, jakim jest YouTube, dzielnie odcina wszystkie wysokie dźwięki z emitowanych nagrań. Miksowane przeze mnie utwory, tworzę przy użyciu słuchawek i taki też odbiór polecam. Ale nawet słuchawki słuchawkom nierówne. Kiedyś się tym przejmowałem z myślą, że znowu mogę zostać niezrozumiany. Dałem temu spokój. Teraz uważam to za większe pole do popisu dla indywidualnej interpretacji. To tak jak z czytaniem, kiedy ma się wadę wzroku, a okulary gdzieś nam się zapodziały. Widać wtedy czasem zupełnie inne wyrazy niż są napisane. Niektóre z tych nowych słów nadają zapisowi zupełnie inny wymiar. Więc niech sobie każdy słyszy co chce. Jeśli słychać trzaski to znaczy, że tak właśnie miało być, tego chciał autor.

- Jakie są twoje cele i ambicje, jeśli chodzi o poezję?

Nigdy nie zniechęcić się i nadal wydawać tomiki. Nie martwię się o tworzenie. Nawet kiedy nie chcę niczego pisać, kiedy chcę sobie zrobić wolne po intensywnej promocji książki, i tak zawsze pojawi się w głowie myśl, którą muszę zapisać. To najzwyczajniej nie jest kwestia wyboru. Problemem jest wydawanie poezji. Wydawnictwa boją się poezji jak smrodu, bo wiadomo, że za życia autora, ewentualnie bez Nobla na jego karku, nie sprzeda się wystarczająco wielu egzemplarzy, aby choćby zrównoważyć koszta produkcji. Bardzo istotny jest również odbiór poezji. Środowisko literackie to nie jest łąka, po której wolno przesuwają się płachty wielobarwnych motyli. To jest zwykła, ordynarna rzeźnia, pozbawiona kultury, gdzie znawcy wiedzą już absolutnie wszystko na każdy temat. Wyrazistość, turpizm, jakakolwiek nowość, nie jest mile widziana. Zajadła krytyka dla młodych poetów często jest poważnym argumentem, aby zwinąć się w kłębek i pisać jedynie do szuflady. Tak zwalcza się konkurencję. Za moją twórczość byłem już chwalony, wyszydzany, wyśmiewany i opluwany. Obecnie jestem na etapie ignorancji. To moja wyłączna wina, bo nadal nie do końca wiem jak zdefiniować poezję, a to co już wiem na ten temat sprawia jedynie, że bardziej się waham.

sobota, 10 lutego 2018

Wywiad z Witoldem Szwedkowskim

- Stworzyłeś Schronisko dla Niechcianych Roślin. Na czym polega ta inicjatywa?

Na pomysł założenia Schroniska dla Niechcianych Roślin wpadłem chwilę po zakupie mieszkania w kamienicy w centrum Chorzowa. Tknęło mnie wtedy, że na korytarzu stoi kilka roślin, które zostały wysłane tam na zsyłkę. To otworzyło mi oczy na inne odtrącane rośliny domowe. Takie, które trafiają na korytarze, klatki schodowe, a czasem na śmietniki. Zacząłem dyskutować na ten temat na jakimś internetowym forum czy w grupie, że dobrze byłoby założyć takie miejsce, gdzie mogłyby trafiać niechciane rośliny.
Z czasem okazało się, że przecież nie chodzi tu o miejsce, a o to by ludzie mogli swobodnie komunikować się między sobą, by potrzebujący znalazł pomocnego. Rośliny to płaszczyzna na której zawiązują się nowe znajomości, gdzie odbudowywane są nici społecznych powiązań, zaufanie i dobrosąsiedzka współpraca. Zatem Schronisko dla Niechcianych Roślin jest z jednej strony siecią „domów tymczasowych” z drugiej strony mechanizmem komunikacji między tymi, którzy chcę pozbyć się rośliny, a tymi, którzy jej potrzebują. Wszystko odbywa się bez pieniędzy, oparte jest na wymianie i zaufaniu.

- Co oznacza pojęcie sfery w „Manifeście 2017”?

Wyobrażając sobie model, który najlepiej oddawałby Manifest pomyślałem o astrolabium, które odwzorowuje sfery niebieskie i panujące między nimi stosunki czasoprzestrzenne. Jednak astrolabium trzymane przez Kopernika zawiera zaledwie kilka elementów. Gdyby przełożyć je na świat języka, musiałoby składać się z, co najmniej, tylu kręgów ile słów i zwrotów zawiera dany język. Ale pytałeś co oznacza pojęcie sfery. W Manifeście to przede wszystkim sensy, znaczenia, kolokacje i znane związki frazeologiczne w których funkcjonują słowa.

- Podejmujesz działania twórcze w różnych dziedzinach i w różnych miejscach (w tym za granicą). Lubisz się przemieszczać?

Bez ruchu nie ma życia. Bezruchu nie lubię.

-
Wiersz "Ulotność cz. 1" (fragment) Witolda Szwedkowskiego.

- Jaka powinna być rola poety we współczesnym świecie?

Podczas mojej trzymiesięcznej rezydencji w Nowym Jorku w hotelu Jazz on The Park poznałem młodego amerykańskiego poetę, który odkładał pieniądze na roczny wyjazd do Meksyku. Uskuteczniliśmy jeden performens zatytułowany „Checkmute”. Graliśmy w szachy, początkowo zgodnie zasadami. Z czasem jednak, gdy liczba widzów zwiększała się, wprowadzaliśmy posunięcia, które nie mieściły się w regułach królewskiej gry. Prowokacja powodowała coraz żywsze reakcje kibiców. Gdy kończyliśmy „rozgrywkę” szachy porozstawiane były w przedziwnych miejscach chodnika, część bierek zastąpiliśmy monetami, notatkami zwiniętymi w rulon, na szachownicy pojawiły się naczynia… Później długo dyskutowaliśmy w gronie osób, których frapowało takie rozprzestrzenienie się pola gry. „Rozgrywka” dla mojego partnera tamtej gry była ucieczką. Również jego plany twórcze Jego celem było wynająć chatę w meksykańskiej dżungli by zaszyć się tam z maszyną do pisania i tworzyć. Dla mnie była to wizja o na tyle romantyczna co bezużyteczna. Do każdej twórczości potrzeba nie tylko kontaktu ze swoim wnętrzem ale i z otoczeniem społecznym. Poeci, chyba jak zawsze, mają w naszych czasach obowiązek pozostawać w kontakcie z ludźmi, w jakiś sposób reagować na ich nastroje, być inspiracją zmian, do których ludzie potrzebują zachęty. Poszerzanie wyobraźni własnej i odbiorców, ośmielanie siebie do wynurzeń pozwala odbiorcom ośmielać się do przekraczania jakichś granic. Czasem może to prowadzić do zmian w ich życiu osobistym, czasem prowadzi do inicjowania zmian społecznych. Wszak „dyktaturami zawsze wstrząsają poeci”.

Wiersz "Rewolucjonista" Witolda Szwedkowskiego.

- Jaką poezję dźwiękową lubisz?

Najbardziej lubię poezję lingwistyczną. Według mnie otwiera nas nie tylko na znaczenia ale i brzmienie słów. To równorzędne wartości. Lubię poezję, która jest trudna lub czasem niemożliwa do zapisania. Takie wiersze powinno się artykułować za pomocą nośników dźwięku. Jak zapisać na kartce mlaśnięcie, gwizdnięcie, chrząknięcie, pomruk? Na szczęście w dobie łatwego dostępu do rejestratorów dźwięku i łatwej dystrybucji za pomocą Internetu mamy już takie możliwości. W ubiegłym roku miałem przyjemność spędzić tydzień z Žarko Aleksićem autorem „książki” pod tytułem „Pięć esejów”. Znalazł się tam też „Esej o poezji” (oryginalnie: „Esej o pesništvu”). Žarko opublikował wszystkie „eseje” w formie nagrań wideo w Internecie. Z resztą, trudno mi sobie wyobrazić by można było ich przekaz zapisać i wydrukować bez ryzyka uszczerbku w odbiorze. Kiedyś mówiło się, że papier jest cierpliwy. Myślę, że dziś o wiele bardziej cierpliwy jest Internet. Nie jest kapryśnym wydawcą, a jego użytkownicy bywają najlepszymi recenzentami.

- Co stworzyłeś i co tworzysz w ramach poezji dźwiękowej?

Z poezją dźwiękową dopiero się oswajam i szukam możliwość włączenia jej do mojej drogi twórczej. Rok 2018 zadeklarowałem jako „Rok poezji zapisywanej kodem binarnym” i konsekwentnie realizuję projekt, który bliższy jest poezji haptycznej, dotykowej. Ale nie jest to jedyna moja działalność. Równolegle realizuję nagrania wokalizacji moich wierszy, które wcześniej były tylko dziełami lingwistycznymi.

Wiersz "Strofa szesnastowersowa pamięci Andrzeja Szewczyka" Witolda Szwedkowskiego.

- Czy istnieją jakieś podobieństwa między poezją a roślinami?

Z pewnością. Przez krótki czas zakopywałem w łódzkich parkach butelki z komunikatami dla przyszłych pokoleń. Od niedawna zastanawiam się nad tym jak bardziej otwarcie połączyć poezję z moim zainteresowaniem roślinami i miejskimi terenami zieli. Pewną drogę wskazała mi swoją twórczością Ian Hamilton Finlay. Ale to wciąż poszerzanie poezji o jej dotykalność. Inspirująca była dla mnie bielska realizacja Jadwigi Sawickiej z roku 2016 „Sztuka to doskonałe opium”. Nośnikiem wstęg z tą frazą stały się w niej drzewa. W zakresie poezji dźwiękowej myślę nad poematem zapisanym szumem rozgarniania opadłych liści, rozcieranych suchych ziół i torebek nasiennych, rozłupywanych orzechów. Może to być rozwinięcie zapisu binarnego: szum – sygnał, cisza – brak sygnału. Natura dostarcza wielu inspiracji, które trzeba jednak przełożyć na język czytelny dla ludzi.

piątek, 3 listopada 2017

Wywiad z Markiem Kielgrzymskim

- Kiedy czytam Twoje wiersze, to mam uczucie przenoszenia się do Twojego otoczenia, widzianego oczami troszkę zdystansowanego, a troszkę krytycznego obserwatora. W jakich okolicznościach są inspirowane/powstają Twoje wiersze?

Okoliczności są najprzeróżniejsze! Trudno byłoby je jakoś określić. Powstają zarówno w momentach spokojnych - w łóżku nad ranem, w czasie spaceru po parku, nad morzem - jak i w chwilach bardziej zróżnicowanych emocjonalnie - w trakcie jazdy autobusem, po spotkaniach literackich czy w czasie pracy. A inspiracje? Są zewsząd! Pierwsze otwarcie oczu - i już jakaś myśl, jeszcze ze snu; ruch w świecie - spacer, rozmowa, nowe budynki, stare, znane krajobrazy widziane w innym nieco świetle, jakiś powiew przez duszę, spojrzenie z innego skrawka chodnika, park po strzyżeniu trawników, podróż do sąsiedniego miasta, koncert...


- Na ile wykształcenie psychologiczne wpływa na Twoją twórczość?

O wykształceniu jako takim mówić trudno bo po dwóch latach studiowania porzuciłem Szkołę. Psychologiczne zainteresowania jednak, na pewno, w jakiś sposób wpływają na to, co piszę. Lubię dociekać, nie zatrzymywać się u progu problemu; tylko, jeśli już coś opisuję, to iść do sedna. Te powściągi, które powodują człowiekiem, te drobne przyczynki, które w istocie ludzkiej, na przestrzeni czasu, urastają do wielkich... To frapujące; godne analizowania!

- Czym jest Manufaktura Poetycka Grubikopiternik?

Manufaktura GRUBIKOPITERNIK została powołana do działania w 1997 roku jako podziemny projekt wydawniczy; zajmowała się sprzedażą i wymianą wysyłkową: arkuszy, broszur, tomików, antologii, kaset, płyt, zinów; dystrybucją informacji kulturalnej, rejestracją prezentacji poetyckich i wykładów z zakresu psychologii, szeroko pojętej twórczości oraz filozofii a także korespondencją twórczą. Obecnie pod szyldem Grubikopiternik nagrywam jedynie prezentacje wideo moich utworów poetyckich i wideoklipów.

- W jakich jeszcze formach życia literackiego bierzesz udział?

Wycofałem się z życia literackiego, właściwie prawie zupełnie; wycofałem z działalności animatora kultury, organizatora a i nawet zwykłego słuchacza. Kiedy zaczynałem studia to skupiłem się przede wszystkim na psychologii, zrezygnowałem z pracy w Domu Kultury; potem utraciłem i ten wątek. Spotkania literackie jakoś przestały mnie bawić. Wolałem samotnie w czterech ścianach czytać i pisać sobie spokojnie; przestałem "uczestniczyć". Nie powiem, z perspektywy czasu, trochę brakuje
mi tego; brakuje mi żywych, otwartych kontaktów z ludźmi, które były tych spotkań rdzeniem. Facebook i sporadyczne rozmowy tego mi nie zastąpią. Ale przecież w każdej chwili mogę powrócić; nie mam tylko na razie chęci.


- Co czytasz?

Ostatnio głównie poradniki psychologiczne i szczyptę poezji - Tadeusza Gicgiera, Stanisława Grochowiaka, Ludwika Filipa Czecha; ostatnio kupiłem płytę Sławomira Zygmunta, który śpiewa wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i "Poradnik nieporadny Skrawek nieba" Jacka Pikuły. Na przestrzeni ostatnich lat coraz bardziej lubię audiobooki. Przesłuchałem ich ostatnio wiele. Należę nawet do Klubu Książki Dźwiękowej.

- Tworzysz również prace graficzne, i nie tylko prezentujesz swoje utwory poetyckie razem z grafiką, ale także nagrywasz swoje wiersze, w sieci dostępne są także filmiki na których je czytasz. Czym są dla Ciebie te części twórczości?

Fotografie, wideowiersze, klipy są dopełnieniem twórczości literackiej. Idę do lasu, dajmy na to, pojeździć na rowerze; czemu nie zabrać ze sobą aparatu (kamery się wciąż nie dorobiłem) i nie przeczytać jakiegoś wiersza w kniejach? To miłe uzupełnienie suchego, wydrukowanego na papierze tekstu. Te filmiki można potem wrzucić tu i ówdzie w sieć, nie zajmują dużo miejsca, łatwo się wczytują; można komuś je podesłać.

Wideoklipy są ściśle związane z moją muzyką. Jakiś czas temu wpadłem, na to, że mogę tworzyć muzykę, że nie jest to tak okropnie trudne jak mi się wydawało. Zaczęło się od mojej fascynacji brzmieniami elektroakustycznymi. Biegałem więc z dyktafonem po mieście i nagrywałem różne próbki; wolałem częściej korzystać z moich własnych próbek niż pobierać z sieci darmowe sample chociaż i samplami gotowymi nie gardzę. I zestawiałem dźwięki, tła, klimaty na wzór Artystów sceny elektroakustycznej, których kompozycje słyszałem w radio i w internecie. Były to na ogół przyciężkawe kompozycje po kilkanaście minut; niektóre z nich są do odsłuchania na YouTube. Potem zwróciłem się w stronę lżejszych brzmień, w stronę utworów krótszych i bardziej rytmicznych.

- Gdańsk. Z czym kojarzy Ci się to miasto?

Z Pośredniakiem... żartuję! Gdańsk kojarzy mi się z wernisażami, promocjami, wieczorkami poetyckimi, koncertami. Najczęściej do centrum jeździłem właśnie w tych celach. Mieszkam w jednej z betonowych dzielnic Gdańska, na Przymorzu, mam do centrum i na Starówkę osiem kilometrów. Starówka szczególnie kojarzy mi się ze spacerami, spotkaniami, wystawami.

- Czy można prosić Cię o jakiś Twój wiersz i o jego komentarz?

Wiersz zawsze, jak najbardziej! Z komentarzem będzie trudniej bo nie zwykłem komentować własnej twórczości. Niech się broni sama.


Przystanek. chwila

Rtęć i amoniak. bajeczne przystanki
roślin. drzemiesz mi w ustach jak
lato tego roku, przebiegłe. Wchłaniam.
jesteś kreską, szablonem, grą. Sień
wydaje się swojska, ale wciąga, pożera,
spełnia. i teraz brzeg podwórka
zagina się do wewnątrz; w oknie
widzę jeszcze wykrzywioną gałąź, głowę
i jego smutek. Potem biel, pole
i serpentyny. Aerostop.

http://maganiusz.bloog.pl
http://marek-kielgrzymski.liternet.pl

niedziela, 10 września 2017

wywiad z Romanem Bromboszczem

- Jak tworzysz? Czy stosujesz metodę "notowania strumienia świadomości"? Jakieś inne metody?

Mam parę sposobów, które wykorzystuję. Między innymi korzystam z zapisu automatycznego. Obok niego biorę pod uwagę wiersz anagram, który powstaje na zasadzie algorytmicznej. Poza tym, biorąc pod uwagę uprzednio obrany temat, staram się go zaprezentować w sposób jasny i zrozumiały. Na końcu listy jest eksperyment, w ramach którego powstaje coś nas czym nie do końca mam kontrolę, tak jak to w dobrym eksperymencie ma miejsce. Są to cztery zasadnicze podejścia jakimi się kieruję.

- Współpraca z ludźmi. Współtworzenie dzieł, sprawy organizacyjne, grupy artystyczne/literackie?

Uczestniczę w paru przedsięwzięciach. Mam na myśli kolektyw Perfokarta, w ramach, którego powstaje aktualnie antologia dotycząca klonowania. Współpracowałem z Tomkiem Misiakiem w ramach projektu KALeKA wydając pismo, koncertując i tworząc sztukę wideo. Współpracuję z Hubertem Wińczykiem w projekcie audiowizualnym, którego robocza nazwa to ExtraNerves. Całkiem niedawno pojawiły się możliwości improwizowania, między innymi z Adamem Kauffmanem, którego usłyszeć można na Labeli. To wydawnictwo, głównie internetowe, ale produkujące limitowane, niskie nakłady małych CD. Moderuję je i wyławiam ludzi, których równolegle zapraszam do współpracy, wymiany myśli, idei lub współtworzenia wystaw.

- Komputery, jako temat, jako narzędzia. Co dla Ciebie znaczą i jak wpływają na Twoją poezję.

Aktualnie trudno jest mi sobie wyobrazić poezję bez komputera, głównie ze względu na to, że używam programów komputerowych, nie tylko edytora tekstów, ale również programu do grafiki, do multimediów itp. Niemniej jednak poezja cybernetyczna, którą propaguję nie jest wprost wynikiem działań cyfrowych lub algorytmicznych. Można wyobrazić sobie utwory, prace, obiekty analogowe jako rezultaty lub przedmioty sterowane, obliczeniowe.

- Szufladki, łączenie dziedzin. Sztuki wizualne, literatura, dźwięki...

Od momentu zaistnienia Perfokarty staraliśmy się łączyć różne rejestry zmysłowe, szukać połączeń między nimi, szczególnie w ramach aplikacji internetowych i performance. Także książki poetyckie ujawniały przesunięcia związane z nieco innym traktowaniem typografii, barwy. W tym zakresie chodziło także o włączanie w zakres książki płyt z nagraniami audio. Często literatura stanowi źródło i oparcie dla kolejno nadbudowywanych warstw. Ma to miejsce w przypadku aplikacji internetowych. Z mniejszą częstotliwością muzyka stanowi punkt wyjścia dla poszukiwań obrazowych i typograficzno-znaczeniowych. Taka sytuacja zachodzi, przykładowo, w ramach programów jakie tworzę na potrzeby cykli performance. Obok tego, powstają także utwory wideo i w ich ramach rejestracja wideo albo jest pierwotna albo tworzy dokumentację, która sama w sobie jest dziełem sztuki.

- Co stworzyłeś, i co chciałbyś stworzyć w poezji dźwiękowej?

Ukłon w stronę poezji dźwiękowej pojawia się na płycie "digital.prayer" (2008), która stanowiła warstwę książki o tym samym tytule. Niektóre z utworów z epki 918-578 są poezją dźwiękową. W cyklu, który przygotowuję "science-fiction themes" w każdym z utworów jest uwzględniona ścieżka dźwiękowa z pętlami utworzonymi z rejestracji głosu. Ostatnia z realizacji, którą osadziłem w internecie przeznaczona dla pisma Glissando odnosi się do eksperymentów takich postaci jak Henri Chopin i Nobuo Kubota. To humanbees clusters % drones.







czwartek, 26 stycznia 2017

Tomaszek rzecze

Korespondujemy od kilkunastu lat, rok temu zrobiłem z Tomaszkiem serię wywiadów o zarządzaniu, a dziś ukazał się nowy wywiad, tym razem o poezji dźwiękowej! Są ciekawostki, np. dlaczego warto mieć dwa takie same mikrofony, rozsądne wskazanie podstaw dotyczących sprzętu i miejsca do nagrywania, i sporo innych wątków.

https://soundcloud.com/tomaszek-rzecze/powrot-szreniawskiego

I w ogóle, polecam także inne podcasty Tomaszka.